Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tów; ostatecznie bowiem, gdyby cię nie wygnano, nogą w siedzenie, z zamku za afekt do panny Kunegundy, gdybyś nie popadł w ręce Inkwizycji, nie zwędrował piechotą Ameryki, nie postradał wszystkich baranów z zacnej krainy Eldorado, nie jadłbyś teraz tutaj kandyzowanych cedratów i pistacyj. — Dobrześ to wywiódł, odparł Kandyd, ale trzeba uprawiać nasz ogródek“.



HISTORJA DOBREGO BRAMINA.

Spotkałem, w ciągu mych podróży, starego bramina, człowieka pełnego roztropności, nader bystrego umysłu i wielce uczonego. Co więcej, był bogaty, a, tem samem, jeszcze mądrzejszy; mając bowiem wszystkiego poddostatkiem, nie potrzebował nikogo oszukiwać. Dom jego prowadziły bardzo składnie trzy piękne żony, które, na wyprzódki, starały mu się przypodobać; kiedy zaś bramin nie bawił się z kobietami, zajmował się filozofowaniem.
W pobliżu jego domu, który był piękny, strojny i otoczony uroczemi ogrodami, mieszkała stara Hinduska, bigotka, głupia i dosyć biedna.
Bramin ozwał się pewnego dnia: „Chciałbym się nigdy nie urodzić“. Spytałem dlaczego. Odparł: „Studjuję od czterdziestu lat, i widzę, iż mogę uważać tych czterdzieści lat za stracone; pouczam innych, a sam nie wiem nic; stan ten rodzi we mnie tyle upokorzenia i niesmaku, że życie mi wprost obrzydło. Urodziłem się, żyję w czasie, a nie wiem co to czas. Znajduję się w punkcie pomiędzy dwiema wiecznościami, a nie mam żadnego pojęcia o wieczności. Stworzony jestem z materji; myślę, a nigdy nie zdołałem przeznać tego co wytwarza myśl; nie wiem, czy pojmowanie jest we mnie prostą własnością, jak chodzenie, trawienie, i czy myślę