Strona:PL Bolesław Prus - To i owo.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


REKLAMY.

(Rzecz się dzieje w roku 1900 w mieszkaniu pisarza reklam).


KUPIEC (wchodząc). Czy zastałem pana Luis Blaguer?
PISARZ. Ja nim jestem, do usług... Aha! to pana już uwolnili? co za szczęście dla jego żony, jego firmy, społeczeństwa!...
KUPIEC. Uuu, do djabła! więceś pan już słyszał o moim przypadku?
PISARZ. A, panie! całe miasto o tem tylko mówiło, że pana jakiś łotr na Leszno...
KUPIEC. Ciszej! na miłość boską!... Taka to, mój dobry panie, sprawiedliwość między ludźmi! Trzy miesiące — jak pieprzu za grosz.
PISARZ. Czemże mogę panu służyć?
KUPIEC. Mam straszny kłopot, mój chlebodawco, i chętniebym coś ofiarował, a nawet coś... coś grubo...
PISARZ. Mój panie! nie z takich kłopotów wydobywamy ludzi! No, ale chciałbym wiedzieć o co chodzi?
KUPIEC. Powiem krótko, oto kupcy prowincjonalni zwrócili mi masę wziętych ode mnie towarów, pod pozorem, że im sprzedałem fałszowane...
PISARZ. Łotry! i jakież to towary?
KUPIEC. Szampańskiego wina 1000 butelek...
PISARZ. A a a... to pewnie to, któreś pan z kwaszonych ogórków?...
KUPIEC. Psyt! Pieprzu 700 funtów...
PISARZ. Znam go! jest w nim pół-na-pół grochu polnego.
KUPIEC. 200 funtów herbaty...
PISARZ. To ta z wiśniowych liści?
KUPIEC. Dajże pan pokój!
PISARZ. No... no... nie lękaj się pan! A co dostanę?
KUPIEC. Dziesięć rubli gotówką i piąty procent od rzeczy sprzedanych.