Strona:PL Bolesław Prus - To i owo.djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


coś specjalnego mógł napisać, pan musisz być przecie specjalistą, hę?...
I. LITERAT. Tak, jestem z powołania muzykiem, ale mogę coś i nie w muzykalnym tonie stworzyć.
REDAKTOR. Jeżeli tak, to wybornie. Siądź pan z łaski swojej. Potrzebujemy właśnie rozprawy z medycyny, tak, dajmy na to, coś o kołtunie, czybyś pan nie mógł?
I. LITERAT. Owszem, owszem. Niech tylko pan dobrodziej dostarczy mi podręczników.
REDAKTOR. Widzisz pan... ten... tego... mamy tu coś z pięćset dzieł, traktujących o tym przedmiocie, ale... są zapakowanie... Zresztą, ja sądzę, że najlepiej pan zrobisz, pisząc z natury, coś z własnych spostrzeżeń... tak... Nie zapomnij pan przymieszać trochę soli atyckiej, parę wierszyków, a wkońcu przypomnieć publiczności o obowiązkach ogółu dla oświaty i o potrzebie prenumerowania pism krajowych. A teraz żegnam!
I. LITERAT. Czy mogę pana zapytać, jakie praktykuje się honorarjum?
REDAKTOR. Honorarjum? Sądzę, że możemy o tem później pogadać, pan występujesz dopiero po raz pierwszy.
I. LITERAT. Ach! tak... Żegnam szanownego pana!... (wychodzi).
REDAKTOR (każe wprowadzić II-go literata). Aaa!!... pan dobrodziej zapewne z jakąś pracą?
II. LITERAT. Tak jest, szanowny panie, przyniosłem, do jego uznania, kilka rozpraw naukowych i społecznych.
REDAKTOR. Bardzo mi przyjemnie... Jakież tytuły?
II. LITERAT (czyta). „O zetknięciu się ziemi z kometą i możliwości końca świata.“
REDAKTOR. Wspaniale!...
II. LITERAT. „O emancypacji kobiet.“ „O księgosuszu u bydła.“
REDAKTOR. To już coś z weterynarji?