Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 04.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Któż pan jesteś? — spytał go Lachowicz.
— Doktór, panie.
— Aha!...
I po tym wykrzykniku, wyszedł, nie żegnając się z nikim i nie patrząc. Gdyby nie to, przekonałby się, że Sielski był w tym pokoju, wszystko widział i słyszał.
Gdy Ludwik wrócił do domu, Zosia, spojrzawszy na niego, krzyknęła:
— Co tobie jest?...
— Nic.
— Tyś był u Jadwigi! Czy?...
— Już umarła! — rzekł Ludwik. — Na świecie niema nic wiecznego...
Usiadł na kanapie, wziął drżącą dłoń siostry w swoje ręce i począł mówić głosem jednostajnym, jak kołatanie zegara:
— Widzisz... kochałem ją!... Sama się kiedyś dowiesz, że do osoby obcej można być tak przywiązanym, jak do najbliższej. Na nieszczęście, zapomniałem, że takim, jak ja nędzarzom, kochać nie wolno...
Było to jedyne zwierzenie, jakie zrobił przed siostrą. Tym razem jednak Zosia wiedziała więcej, niż przypuszczał. Przed kochającym okiem nie ukryły się cierpienia brata — resztę zaś dopowiedziała jej wyobraźnia. Czuła ona, że w stosunku Sielskiego do Ludwika jest coś fałszywego; przyjaźń ich wydawała się jej zbyt świeżą. Skombinowawszy wreszcie wszystkie drobne poszlaki, doszła do wniosku, że to Jerzy winien był nieszczęściu, które Jadwigę i Ludwika spotkało.
Opanowały ją jakaś gorycz i wstyd. Nie mogła wyobrazić sobie, co zrobi, gdy jeszcze raz zobaczy Sielskiego, a jednocześnie chciała go widzieć i zapytać o coś.
Stopniowo ostatnie to pragnienie wygórowało nad innemi i odmienny kierunek nadało jej myślom.
— Gdyby Sielski był sprawcą złego, czyżby go Ludwik