Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 04.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chwilę odpoczęła, a potem mówiła dalej:
— Wierz mi pan, on najmniej winien temu, co się stało. On pańską siostrę bardzo kocha!... Mój Boże... jakbym ją chciała poznać...
Błyskawica oświetliła umysł Ludwika. To Sielski przyczynił się do jego nieszczęścia i do obecnego stanu Jadwigi!...
Chora zaczęła majaczyć.
— Muszę jechać do Włoch... — mówiła szybko. — Witold ciągle gospodaruje... Ten wół już drugi raz złamał nogę...
Po kilku minutach jednak ocknęła się i rzekła z uśmiechem:
— Tak mi się coś śni... Nie umarłabym, nie zobaczywszy pana. Siostra przyrzekła, że pański list włoży mi do trumny. Prawda, Ewciu?
Pani Ewa, połykając łzy, skinęła głową.
Teraz opanował chorą niepokój.
— Podnieście mnie!... — zawołała. — Jak tu duszno!...
Lachowicz i siostra poskoczyli do niej, lecz dała im znak, że już niczego nie chce.
Potem kilka minut wpatrywała się w Lachowicza i wyciągnąwszy do niego rękę, szepnęła:
— Takam senna!...
Przymknęła powieki, z których stoczyły się dwie łzy. W tej samej chwili Ludwik dostrzegł, że twarz jej zmieniła się tak, jakby cień na nią padł...
Ukląkł przy łóżku, oparł twarz na ciepłej jeszcze ręce i wyjąkał:
— Boże!... mój Boże! jakim ja nieszczęśliwy!...
Pani Ewa wybuchnęła głośnym płaczem.
Po chwili Ludwik uczuł, że ktoś trąca go w ramię, odwrócił głowę i spostrzegł nieznanego człowieka, który, wyprowadziwszy go do drugiego pokoju, rzekł profesorskim tonem:
— Nie należy płakać obok dopiero co zmarłych. Oni słyszą...