Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 04.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sły co do przyczyn mojej bezczynności były poniekąd słuszne...
— A co! czy nie mówiłem?... — wykrzyknął ucieszony literat.
— Przyznaję, że do intrygi, której padłem ofiarą, należała dama w błękitnej masce, Lachowicz i... pewien starzec, jak obecnie.
— Dramat! — szepnął pan Roman, poprawiając się na fotelu, który w tej chwili był dziwnie twardy i niewygodny.
— Przyznaję wreszcie, że w dniu ostatniej maskarady zeszłego roku, dama w błękitnej masce była u mnie, o czem zresztą dziś już wie całe miasto.
— Panie! — krzyknął literat — przysięgam na honor, że ja o pani Leontynie nikomu nie powiedziałem... Co więcej, dopiero od paru tygodni wiem od jej męża, że ona i błękitna maska były jedną osobą!... Ja jestem bardzo dyskretny, panie Jerzy!
— Wierzę panu, wierzę! — odparł Sielski z uśmiechem. — Dodam jednak, że to, co pan dziś usłyszysz i zobaczysz, możesz całemu światu ogłosić... Będę panu nawet wdzięczny...
— I zobaczę? — spytał przerażony literat. — Panie Sielski! uwolnij mnie pan od tej nieprzyjemności... Nie lubię dramatów!
— No, nie obawiaj się pan, niema czego! — uspakajał go Sielski.
Ton ten ubódł literata.
— Ja się nie obawiam, panie Sielski — rzekł z powagą — tylko... nie lubię awantur!
— Dla takiego materjału — przerwał Jerzy — warto być świadkiem awantury. To, co pan zobaczysz, możesz opisać w powieści, w komedji, a nawet w wiadomościach bieżących... Wyświadczysz mi pan nawet przysługę, zrobiwszy z tego dziennikarski użytek.
Roman pierwszy raz w życiu zakipiał.