Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mówiła wciąż, że jest śmiertelnie chora i że mama musi być także chora.
— Już ja pewnie umrę, ciociu — szeptała z bolesną rezygnacją. — Niech ciocia modli się za mnie... Możeby księdza sprowadzić?...
Ciotka była w rozpaczy.
— Co ty mówisz o śmierci, dziecino kochana?... Co się tobie przy widuje?... Przecież tu jest doktór, który cię codzień bada, a jednak nic podobnego nie przypuszcza...
Anielka przez chwilę milczała, a potem znowu szepnęła:
— Zawsze niech mi ciocia księdza poprosi.
Pani Anna była kobietą pobożną i wierzyła w natchnienia.
— Ha! moje dziecko — rzekła — jeżeli chcesz, to ci poproszę księdza. Wiadomo, że nieraz Ciało i Krew Pańska prędzej ludziom zdrowie przywracały, aniżeli wszystkie lekarstwa.
A w duchu dodała:
I jużci lepiej jest umrzeć z Bogiem, jeżeli już tak ma być!
Gdy zawiadomiono panią baronowę, że chora chce księdza, dama bardzo przestraszyła się. Dostała bicia serca, wysłała dwie depesze do pana Jana, ażeby nie zwłóczył z powrotem, i poczęła wypytywać doktora, czy tak straszna ceremonja nie pogorszy choroby dziecka.
— I... nie! — odparł. — Podobny akt może nawet zbawiennie oddziałać na jej system nerwowy, jeżeli chora sama sobie życzy.
— A jakiż jest stan jej? czy rzeczywiście rozpaczliwy?...
Doktór wysoko podniósł brwi.
— Proszę pani, natura ma środki, jakich my nie domyślamy się nawet!
Baronowa wniosła z tych wyrazów, że niema już żadnej nadziei, wysłała do pana Jana trzecią depeszę i zamknęła się w swym pokoju.