Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jest występkiem cięższym, aniżeli kradzież i oszustwo, za które także wytykają człowieka palcami.
Gdy znalazł się w salonie, gdzie leżała chora, on, taki zwykle sprytny, stracił wszelką władzę nad sobą i pragnął ukryć się choć w mysiej jamie.
— Przyprowadziłam pannie Anieli Szmula — odrzekła Wichrzycka.
Dziewczynka uśmiechnęła się.
— Gdzie jest Szmul? — zapytała.
— Ja tu jestem — odparł, chowając się za Wichrzycką.
— Aha! Jak się macie Szmulu?... Nie przywieźliście mi ani razu listu od mamy... Ja nie wiem nawet, gdzie jest mama i co się z nią dzieje.
W tej chwili ciotka Andzia zaczęła dawać jakieś znaki Szmulowi. Anielka spostrzegła to i zlękła się.
— Szmulu! — zawołała — gdzie jest moja mama?... Co mu tak ciocia pokazuje rękami?...
— Jaśnie pani zdrowa jest! — odezwał się Żyd zmienionym głosem.
Anielka wpadła w rozdrażnienie.
— Dlaczego Szmul taki niespokojny?... Chodźcie-no do mnie, Szmulu!... przysuńcie się...
— Idźcie, Szmulu! — rzekła pani Wichrzycka.
— Chodźcie tu, Szmulu! — mówiła ciotka.
Ale Szmul ani myślał zbliżyć się do łóżka.
— Czy wy boicie się mnie? — pytała Anielka. — Czy ja taka chora, że już do mnie przyjść bliżej nie można?...
— Przepraszam bardzo — wyjąkał Żyd. — Ja nie dlatego, że panienka chora, nie chcę iść, ale dlatego, że ja... troszkę śmierdzę...
Ja tu potem wstąpię — rzekł i prędko wybiegł z pokoju.
Wichrzycka ze śmiechem powiedziała, jako Szmul wstydzi się tego, że został uperfumowany, a ciotka Andzia potakiwała jej. Lecz Anielki nie można było uspokoić. Od tej chwili