Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jakie to dziwne, ażeby człowiek powtarzał wkółko dwa wyrazy i nie wiedział nic już ani przed niemi, ani za niemi...
Trzeba sobie przepowiedzieć historją. Co to było?... Zaraz... A!...
„Dzieło, zaledwie rozpoczęte przez Karola Martela i Pepina, rozszerzył i dokończył Karol Wielki. Nietylko posiadał on więcej genjuszu, niźli ojciec i dziad, ale okoliczności...“
Okoliczności... Co to dziś mamy?... Mamy zimę. Skądże znowu? W zimie jest mróz, a mnie tak gorąco. Dzień strasznie gorący. Kiedy przyłożę rękę do czoła, to mnie pali... Jaki pot...
„Dzieło, zaledwie rozpoczęte przez Karola Martela i Pepina...“
Panno Walentyno!...
Anielka usiadła, odrzuciła kołdrę i poczęła na cały głos wołać:
— Panno Walentyno!
Na chwilę otworzyła oczy, ale wnet przymknęła, bo ją raził blask tak silny, że powieki nie stanowiły dostatecznej ochrony od niego. Oparła twarz na rękach i zacisnęła oczy końcami bladych palców.
— Czego ty chcesz, Anielciu? — odezwał się Józio.
Czy nie mogła poznać głosu brata, czy nie obchodziło ją pytanie, dość — że milczała.
Józio targnął ją za rękę.
— Co tobie jest? — pytał. — Co ty mówisz?
— Która godzina? — odparła Anielka, nie odsłaniając twarzy.
A potem mówiła jakby do siebie:
— Czy panna Walentyna... Czy panna...
— No, Anielciu! — wołał Józio. — Co ty robisz?... Nie figluj tak... Ty przecie wiesz, że ja się boję...
Anielka upadła na poduszkę, odwracając się od niego.