Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Uprzątnięto naprędce tapczan, położono na nim parę garści siana, materac, poduszkę. Dziewuchy folwarczne zasłoniły chustkami i płachtami okna, a potem ułożyły razem spać: matkę, Anielkę i Józia. Biedacy potrzebowali spoczynku.
Słońce weszło i pogorzelisko już gasło. Z niedopalonych belek sączyły się wgórę strumienie białego dymu. Wiatr rozrzucał szary popiół i podsycał dogorywające iskry. Nad dziedzińcem unosił się odurzający swąd.
Oparty o płot, stał Gajda i bezmyślnie patrząc na zgliszcza, mruknął: — Na nic się zdało!...
— Co na nic?... — spytał Szmul, obserwujący go zboku.
W pierwszej chwili chłop zdawał się być zmieszany. Wnet jednak zapanował nad sobą i odparł spokojnie:
— Jużci na nic zdało się to, że gospodarze chodzili do pani i chcieli układać się za trzy morgi.
— Aha!... wy o tem mówicie?... Ja myślałem, że o tem... — odpowiedział Szmul, wskazując na ruinę domu.
Chłop znowu zmieszał się.
— A co mnie to obchodzi!... Ja zrobiłem, com mógł...
— Ja wiem — odparł Żyd, patrząc mu w oczy — że wyście zrobili, coście ino mogli... Ani wam, ani mnie nic z tej wiadomości. Tu sam djabeł ładu nie dojdzie!... A swoją drogą Niemcy się sprowadzą i będą stawiali młyn, gorzelnią, mnie wyrzucą z arendy, was pewno ze wsi...
Ale chłop nie słuchał go. Machnął ręką i powlókł się do swej chaty.
W tej chwili wjechał na dziedziniec dworu burmistrz sąsiedniego miasteczka z sikawką i dwiema beczkami. Dużo krzyczał, ludziom wymyślał i wkońcu pochwalił się, że gdyby nie on i jego trajkocząca sikawka, to spłonąłby nietylko dwór, ale budynki, ogród, płoty, a nawet woda w sadzawce. Wytłomaczył też zebranym, że na strychu dworu musiały być