Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kazałabym bieliznę poprać... Nie należy ani jednego dnia zwłóczyć z wyjazdem do Warszawy, bo ja czuję się coraz słabszą...
Czego ty tak na mnie patrzysz, Angélique? Szczęście wróci mi prędko siły, i jeszcze zobaczysz, jak mama twoja będzie tańczyć w karnawale... cha! cha! cha!... Ja tańczyć!...
Anielka z trudnością hamowała łzy. Matka, płacząca, znękana, skarżąca się, była dla niej osobą zwyczajną, odpowiadającą temu, co się około nich działo. Ale matka uśmiechnięta i pełna nadziei, w tych pustkach, w nędzy, wśród takich pogłosek, zrobiła na niej wrażenie straszne. Chciała biec, wołać kogoś... Żeby choć Karusek przyszedł...
Nikt nie przyjdzie.
Zwolna i cicho zsunęła się noc na ziemię. Dziewucha posłała łóżka w pokojach, zamknęła okiennice i zostawiła troje sierot na bożej łasce.
Na drugi dzień, rano, matka była jeszcze weselsza, niż wczoraj.
— Wyobraź sobie — mówiła do Anielki — śnił mi się dziś Chałubiński, jak żywy. Proszę cię, zapamiętaj wszystko, bo ja mu dzisiejszy sen opowiem, ażeby wiedział, że mnie przeczucia nigdy nie mylą. Ach! jaki to piękny człowiek. Czarna, długa broda, czarne oczy... skoro tylko spojrzał na mnie, uczułam, że mi jest lepiej. Potem zapisał mi jeden proszek, zdaje mi się, że receptę pamiętam nawet i — tem uleczył mnie doreszty. O! ja muszę do niego pojechać...
— I ja — wtrącił Józio monotonnym głosem — bo ja jestem osłabiony...
— Naturellement, mon fils!... Anielciu, wyjrzyj, czy ojciec nie wraca. Nie uspokoję się aż do jego przyjazdu.
Anielka, wziąwszy ze sobą kilka kawałków chleba, pobiegła na facjatkę.
Spojrzała — na gościńcu nie było nikogo.
Natomiast zleciały się wróble pod okno, ze zwykłym ha-