Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rozdział X

DOMYSŁY MATKI. ZNOWU WRÓBLE.


Od wyjazdu ojca i guwernantki, dwór jeszcze bardziej sposępniał. Ekonom, człowiek nieżonaty, zabrał w nocy swój tłomoczek i umknął, nawet nie pożegnawszy się z nikim. Lokaj, który już dawniej podziękował za służbę, zaczął przesiadywać w szynku i pił za zastawione rzeczy. Parobcy po całych dniach nie robili nic, tylko utyskiwali nad tem, że pan nie zaspokoił ich za ostatni kwartał. Ledwie który, litościwszy, rzucił niemym bydlętom garstkę sieczki i do studni je wygnał; inaczej pozdychałyby z głodu i pragnienia.
Parę razy na dzień wchodziła do pokojów dziewucha kredensowa, zamiotła komnatę pani, przyniosła obiad, samowar, wody do mycia i tyle ją widziano. Ani Anielka, ani matka nie śmiały upominać się o lepszą usługę, czując, że ludzie niepłaceni i źle karmieni pracować nie mogą.
Anielka prawie po całych dniach pilnowała matki i Józia, nawet sypiała w ich pokoju.
Matka leżąc w łóżku, albo siedząc w fotelu, czytała najczęściej książkę, a małomówny i nieruchawy Józio bawił się tem, co znalazł na stoliku. Wówczas Anielka przypominała sobie radę guwernantki: „Ucz się!... ucz się!...“ — i pilnując się dawnego rozkładu, sama zadawała sobie lekcje: „Stąd — dotąd,“ wyuczała się ich napamięć i wydawała przed — krzesełkiem guwernantki. To historją powszechną, to jeografją, to znowu jaką gramatykę przechodziła w ten sposób. Ale