Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jak gospodarze chcą... — odparł arendarz dyplomata.
— Ale kto ma racją, czy ja, co mówię — czekać, czy taki, co mówi — podpisywać?
Szmul pogładził brodę i patrząc w sufit, odpowiedział:
— Wy, Józefie, macie racją, i oni mają racją. Każdy chce tak, jak mu z interesów wypada.
— A wy podpisalibyśta ?
— Wy, Józefie, myślicie, że dla mnie podpisywać nowina?... Aj! ile razy ja się na dzień podpisuję...
— To wiadomo, ale czybyśta się podpisali na to, żeby za trzy morgi...
— Jakie trzy?... cztery!... — przerwało kilka głosów.
— I cztery mało!... — dodali inni.
— Wam wydaje się za mało cztery morgi — rzekł Szmul — a dziedzicowi za wiele... Każdy tak chce, jak jemu z interesów wypada...
— Zatem podpisalibyśta? — pytał dalej nieubłagany Grzyb.
Ale Żyd i tym razem nie miał zamiaru dać odpowiedzi stanowczej. Postąpił parę kroków naprzód i włożywszy jedną rękę za pas, a drugą wybijając takt, mówił:
— Jaki wy jesteście człowiek zabawny, Józefie!... Każdy mnie się pyta: co jabym robił, jakbym tylko ja jeden na całym świecie miał rozum. Dziedzic pyta się swoją drogą, wy swoją drogą, a ja mam za wszystkich odpowiadać?...
Żebym ja miał wasz grunt, to jabym sobie kalkulował: podpisać, czy nie podpisać za cztery morgi? A żebym ja miał dziedzica grunt, tobym sobie myślał: dać wam, czy nie dać cztery morgi? Potem zrobiłbym tak, jakby mi z interesu wypadło. I wy zróbcie tak samo!...
Grzyb znowu wlazł na ławę.
— Moi bracia! — rzekł. — Dla świętej zgody i żeby była jedność między nami, podpiszwa układ, ale za... pięć morgów...