Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rozmowę ojca ze Szmulem dziewczyna słyszała dokładnie, lecz narazie nie pojmowała jej. W umyśle Anielki pozostał jednakże niewyraźny obraz jakiejś damy obok ojca...
Nad tem wszystkiem unosił się Szmul, który patrzył Anielce w oczy i uśmiechał się złośliwie, a zarazem smutno, jak to było w jego zwyczaju.
— Boże! Boże!... jaki ten Szmul niegodziwy!... Co on powiedział ojcu!... Kto jest ta pani Weiss? — pytała siebie samej z przestrachem.
Nie mogła wytrzymać w tem miejscu. Pobiegła do swego pokoju i siedziała tam przez długi czas na krześle, czekając, aż ją wezwą, cicha, przelękniona.
Ale nie zawołano jej tak prędko. Kolacja dziś była spóźniona, ponieważ ojciec długo rozmawiał z matką.
Tym razem ojciec miał doskonały humor. Wszedł do pokoju, nucąc, i stanąwszy obok fotelu matki, rzekł do niej pieszczotliwie :
— Buzi!
— Nareszcie po dziesięciu dniach — rzekła matka. — Je suis charmée, żeś sobie przypomniał o mnie, od czego już odwykłam. Choroba, pustka i rozpaczliwe myśli, voici mes compagnons! Jeżeli mam powiedzieć prawdę, to w tym ponurym pokoju nawet twoja wesołość robi na mnie przykre wrażenie...
— No, nie dziwacz, moja Meciu. I twoja samotność i choroba skończą się wkrótce, tylko — cierpliwości. Jestem na drodze do zrobienia świetnego interesu i bylem zebrał potrzebne fundusze...
— Assez! assez! Je ne veux pas écouter cela!... Znowu interesa i pieniądze! Ach, nie zasnę dziś...
— Ależ poczekaj, powiem ci i co innego. Wyobraź sobie, że Władysław jest już po słowie z panią Gabrjelą. Poczciwa rozwódka pożyczyła mu pięć tysięcy rubli, za które ekwipuje