Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 02.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


maczyć. Przeczytałem po niemiecku płynnie i głośno raz, potem jeszcze płynniej — drugi raz, ale gdy zacząłem czytać trzeci raz ten sam ustęp, nauczyciel kazał mi pójść na miejsce.
Wracając do ławki, spostrzegłem, że Józio bardzo pilnie przypatruje się ołówkowi profesora i że ma bardzo zafrasowaną minę.
Machinalnie zapytałem garbuska:
— Nie wiesz, jaki mi dał stopień?
— Czy ja wiem?... — westchnął Józio.
— Ale jak ci się zdaje?
— Ja — rzekł garbusek — dałbym ci piątkę, no — zresztą czwórkę, ale on...
— A on ile mi dał?... — pytałem.
— Zdaje mi się, że — pałkę... Ale to osioł, co on tam wie!... — odpowiedział Józio tonem głębokiego przekonania.
Pomimo wątłości, chłopczyna ten był pracowity i bystry. Ja zwykle czytałem w klasie romanse, a on słuchał wykładu i później mi go powtarzał.
Raz zapytałem go: o czem mówił nasz nauczyciel zoologji?
— Widzisz o tem — odparł garbusek z tajemniczą miną — że rośliny są podobne do zwierząt.
— Głupi on jest — odpowiedziałem.
— Ale! — mówił garbusek — on ma racją. Ja już go trochę rozumiem.
Zacząłem się śmiać i rzekłem:
— No, kiedyś taki mądry, to mi powiedz: z czego jest podobna wierzba do krowy?
Chłopiec zamyślił się i powoli zaczął:
— Widzisz... krowa rośnie, a wierzba także rośnie...
— A co dalej?...