Przejdź do zawartości

Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 02.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

myśl, szkoda tylko, że nie powiedziano: pod jaką karą i z jakiego paragrafu?
 — Rozumie się, że pod karą bata — odezwał się pan Dudkowski, cieniując swój napis.
 Nieznajomy pokiwał głową.
 — Chce pan wskrzesić — rzekł — nasze piękne tradycje. Niestety! ostatnie wypadki zadały im cios śmiertelny, a dziś rodzaj i wysokość kary nie zależą od strony pokrzywdzonej, lecz od wyroku sądowego. Zresztą, gdyby nawet ten napis oznaczał jakąś domową karę, wymierzoną poufnie, bez świadków, co zwykle wymyka się z pod kontroli sądu, to jeszcze i wtedy pożytek z napisu będzie mały, ponieważ ci, do których jest wystosowany, odczytać go nie potrafią.
 Pan Dudkowski z zajęciem przypatrywał się nieznajomemu, którego logiczna wymowa dziwnie kojarzyła się z zapachem wódki. Istotnie, jak tu pisać ostrzeżenia do osób, które nawet liter nie znają?...
 — Nie zastanowiłem się! — mruknął. — Cała robota nanic.
 — Owszem — odparł nieznajomy — robota przyda się, jeżeli ją podeprze pan zrozumiałym symbolem. Dlatego radziłbym z obu stron ogłoszenia wymalować ręce, które trzymają dyscypliny. Nasz chłopek pojmie to, a przykrości mieć pan nie będzie, ponieważ każdy ma prawo na swym parkanie malować, co mu się podoba, byle obraz był legalny i przyzwoity.
 Zachwycony pan Dudkowski już malował olbrzymią rękę, a w niej jeszcze większą dyscyplinę.
 — Nie wiedziałem, że pan tak dobrze radzi — rzekł do nieznajomego.
 Ten uśmiechnął się.

 — Niestety! — odparł — obawiam się, że pan nieraz będzie tu musiał korzystać z moich usług. Byłem niegdyś komornikiem w Warszawie, lecz po ostatnich wypadkach stra-