Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 02.djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Żyd wzruszył ramionami.
— Jak ona może powiedzieć, kiedy ona nic nie wie?
Skrwawiona i sponiewierana baba podniosła się z ziemi i z wdzięcznością spojrzała na Moszka.
— A ty skąd wiesz, że ona nie wie? — zapytał skąpiec.
— Wiem od Wicka — odparł Moszek. — On nikomu swoich sekretów nie gada. A jak on się na komorze ślicznie tłomaczy!... To tak, jakby już ze cztery razy w kryminale siedział. To mądry chłop!... Oho!... ho!... Gdzieby on babie, i do tego pijaczce, o swojej skrzyni powiedział!...
Skąpiec ochłonął z gniewu i w myśli przyznał słuszność wywodom Moszka. Jużci, prawda! gdzieby znowu Wicek powierzał taką tajemnicę pijaczce, choć ona jego matka, a on niby ją kocha!
Po takiej refleksji, skąpiec opuścił dom i poszedł na łąkę, rozmyślając, gdzieby jednak skrzynka mogła być ukryta?
Wtedy Moszek dobył z kieszeni półkwartową flaszkę wódki i rzekł do baby:
— Wicek kłania się wam (bo ja teraz byłem u niego na komorze). Przysyła wam wódkę i prosi, żebyście staremu o skrzynce nie powiedzieli...
— Powiem mu na tamtym świecie! — mruknęła baba, kosztując wódki.
— Jeszcze Wicek prosił — ciągnął Żyd — żebyście bez ustanku baczyli na skrzynkę... w dzień i w nocy!... Bo się o tem ludzie już dowiedzieli i mogą ukraść...
— Ma się wiedzieć, że będę uważała dzień i noc — mruknęła baba.
W nawiasie dodać trzeba, że Moszek kłamał jak z nut. Z Wickiem nie widział się, wódkę sam babie kupił, ale swoją drogą wędkę zarzucił, i kobieta złapała się na nią.
Teraz już potrzebował tylko śledzić babę i był przekonany, że ona, przesadną czujnością swoją, najpewniej wskaże mu drogę do skrzyni.