Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 02.djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dobry obiad jest gwarancją powodzenia w miłości... Lubo niezawsze! -— westchnął.
— Obiad skończymy — mówił Niedojdziewicz z pałającemi oczyma — ale... oświadczymy się dziś...
I uderzył pięścią w stół marmurowy.
— Nie mam odwagi...
— Trzeba raz skończyć!...
— Nie ośmielę się...
— Z oświadczynami robi się jak z wyrwaniem zęba. Powiedz sobie: rwę dziś, za godzinę i basta!... Za godzinę będziesz po słowie z Anną...
— Odrzuci mnie! — desperował Drzymalski.
— Pójdzie za ciebie z pocałowaniem ręki. Za późno na grymasy, kiedy się dobiega trzydziestki.
— No, Anna już przewaliła trzydziestkę...
— Jest znacznie młodsza od ciebie.
— Bagatela! — mruknął Drzymalski. — O mnie już lada dzień napiszą nekrolog i, doprawdy, zazdroszczę tym, którzy go czytać będą. Ale mniejsza o lata panny Anny — dodał — ponieważ czuję, że i w tym wieku, jaki ma, zrobiłaby mi łaskę, wychodząc za mnie. Nie jestem jej wart...
Niedojdziewicza ogarnął zapał.
— Wart jesteś! — krzyknął — boś mój kolega i przyjaciel... Jeszcze kieliszek... i idziemy w konkury...
— Jakto, zaraz?...
— Natychmiast. Z oświadczynami, jak ze rwaniem zębów...
— Ależ ja mam na sobie stary tużurek...
— Do dentysty biegłbyś w szlafroku, gdyby cię przycisnęło.
— Zresztą muszę pomyśleć...
Niedojdziewicz podniósł się z kanapy.
— Kochasz Annę, czy nie?...