Strona:PL Bolesław Prus - Placówka.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ale zawdy — myślał — on to rozumie, że będzie mi lepiej z łąką, niż bez łąki. Zaś żadnemu panu nie jest miło, kiedy chłop ma się lepiej, bo przez to dworowi ubywa robotnika.
Nowa zmiana w medytacji, bo oto Ślimak przypomniał sobie, że za dzierżawę może nie płacić gotówką, ale robotą.
— Jużci że tak! — mruknął rozweselony. — Przecie mogę mu rzec: „Czy to ja u jaśnie pana nie robię, albo czy kiedy robić przestanę?...“ Inni gospodarze nie chodzą do dworu, tylko ja, więc czego miałby mi żałować kęsa łąki? Mało on wreszcie ma tych łąk, jak i każdego innego gruntu?... Ja zawdy będę chłopem i najemnikiem, a on panem, choćby mi nawet darował te dwa morgi, nietylko wypuścił w arendę.
I znowu zanucił:

Zakukały kukaweczki
Na gruszy, na gruszy;
Powiadały sąsiadeczki,
Że ja najgłupszy, najgłupszy!

Ostatni wiersz wymruczał całkiem niewyraźnie, ażeby nie osłabić własnej powagi wobec dzieci.
Nagle zwrócił się do Staśka z zapytaniem:
— Cóż ty się tak wleczesz, jakby cię na stójkę pędzili, i nic nie gadasz?
— Ja? — ocknął się Stasiek. — Ja sobie myślę, poco my idziemy do dworu?...
— A może nie chciałbyś tam iść?
— Nie, bo czegoś strach...
— Czego ma być strach? Przecie we dworze ładnie! — ofuknął go Ślimak, ale i sam otrząsnął się, jakby go zimno owiało.
Wszelako opanował go niepokój i zaczął wyjaśniać synowi:
— Widzisz, dziecko, jest tak. Wczoraj kupiliśmy od sołtysa krowę za trzydzieści i dwa ruble (chciał para trzy-