Strona:PL Bolesław Prus - Pierwsze opowiadania.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tobjaszowi i Józefowi. Bądź mu Ojcem i Matką. Za przewodników daj mu aniołów Twoich, a gdy spełni, co sobie zamierzył — do naszej wsi i do jego domu szczęśliwie go powróć.
Tak się modlił chłop w świątyni, gdzie polne zioła pachniały, śpiewały ptaki, gdzie pod nimi błyszczała w ogromnych skrętach Wisła, a nad nimi stary krzyż szeroko otwierał ramiona.
Antek upadł do nóg matce, potem Andrzejowi, ucałował brata i — poszedł drogą.
Ledwie uszedł kilkadziesiąt kroków, aż wdowa zawołała za nim:
— Antku!...
— Co, matulu?...
— A jak ci tam będzie źle u obcych, wracaj do nas... Niech cię Bóg błogosławi!...
— Zostańcie z Bogiem! — odparł chłopak.
Znowu uszedł kawałek drogi, i znowu zawołała za nim smutna matka:
— Antku!... Antku!...
— Co, matulu? — spytał chłopiec.
Głos jego już słabiej dolatywał.
— A nie zapomnij o nas, synusiu! Niech cię Bóg błogosławi! i
— Zostańcie z Bogiem!
I szedł, szedł, szedł, jak ów chłopak, co wybrał się po cyrograf, wystawiony na własną duszę. Wreszcie za wzgórkiem znikł. Na polu rozlegał się jęk zbolałej matki.
Ku wieczorowi niebo zaciągnęło się chmurami, i spadł drobny deszcz. Ale że chmury nie były gęste, więc przedarły się przez nie blaski zachodzącego słońca. Zdawało się, że nad szarem polem i nad grząską gliniastą drogą unosi się złote sklepienie, powleczone żałobną krepą.
Po tem polu szarem i cichem, bez drzew, po drodze grzą-