Strona:PL Bolesław Prus - Opowiadania wieczorne.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


siąt na zasadzie kwitów prywatnych, przez tegoż pana Fryderyka Hoffa własnoręcznie podpisanych, i takowa na poczet szacunku zaliczoną zostanie przy jednoczesnym zwrocie tychże kwitów... Resztę zaś, to jest rubli srebrem dwadzieścia, pan Wawrzyniec gotówką wypłaci.“
— Gdy myśl moja, uderzona straszliwem śmierci widzeniem, upadnie w przestrach ostateczny i struchleje w walce z nieprzyjacielem piekielnym, który będzie usiłował wydrzeć mi ufność w Twe boskie miłosierdzie i poddać mnie rozpaczy, o Jezu miłosierny, zmiłuj się nade mną!... — mówiła stara.
Głos Konstancji już umilkł.
„Paragraf czwarty. Posesja naturalna i cywilna przechodzi do nowonabywcy od chwili podpisania niniejszej umowy“ — ciągnął dalej Wawrzyniec.
— Panie! — szepnęła żebraczka z progu — już skończyła!... Możeby mi pan dał wódki kapeczkę za fatygę?...
— Jeszcze chwilkę! — odparł Wawrzyniec i zaczął szybko dyktować zakończenie.
Gdy pomocnicy jego pisać przestali, zbliżył się do Hoffa, ścisnął go mocno za rękę i przyprowadziwszy do stołu, rzekł:
— Podpisuj pan.
Hoff podpisał,
— Teraz tu...
Hoff znowu podpisał.
— Teraz świadkowie! panie Radziszek, panie Grzybowicz!...
Świadkowie oba arkusze ozdobili swemi szanownemi nazwiskami.
Jeden z tych arkuszy lichwiarz szybko obejrzał, osuszył bibułą i, starannie złożywszy, do bocznej kieszeni schował. Poczem rzekł:
— Panie Hoff!... kochana Kostusia nasza Bogu ducha oddała!...