Strona:PL Bolesław Prus - Opowiadania wieczorne.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Przy wsiadaniu Wandzia wyjęła z bukietu trzy najpiękniejsze róże i jedną z nich przypięła do tużurka dziadkowi, drugą Wolskiemu, a trzecią do stanika sobie. Poczem udekorowany Piołunowicz zaczął wdrapywać się na kozieł.
— To moje miejsce, panie Klemensie! — odezwał się Gustaw.
— O, twoje!... Chciałbyś zawsze powozić... Niech-no i ja raz pokażę, co umiem...
Gdy młodzi usiedli, powozik ruszył. Po upływie jednak kilkunastu sekund jazdy furman odezwał się:
— Trzeba na prawo, jaśnie panie!...
— Aha! na prawo — odparł dziadek i skręcił konie tak, że o mało nie wpadły na barjerę... po lewej stronie.
— Cóżto za lejce! oburzył się Piołunowicz, poczem oddał je furmanowi, sam zaś poprzestał na utrzymywaniu bata w kierunku pionowym.
Odtąd podróżnym nie groziło niebezpieczeństwo, i bez wypadku zajechali do mieszkania, gdzie w oknach już się świeciło.
— Goście są! — zawołał pan Klemens, zeskakując z kozła.
Gdy weszli na górę, spotkali się oko w oko z posępnym panem Antonim, który wychodził z kuchni.
— Drogi prezesie! — wykrzyknął znakomity pesymista — sądzę, iż nie obrazisz się o to, że kazałem sobie zamiast polędwicy upiec parę kurcząt. Jestem trochę niezdrów.
— Ależ rozkazuj, jak u siebie, kochany panie Antoni! — odpowiedział gospodarz.
— Z czem mają być kurczęta, proszę łaski pana? — spytała kucharka.
— Z... mizerją!... A mizerja ze śmietaną. Krowiarz mieszka niedaleko, i jestem pewny, że śmietanę ma!...
Około dziewiątej salon Piołunowicza zapełnił się. Dzięki wytrwałej i rozumnej agitacji pana Damazego, gości zebrało się więcej, niż kiedykolwiek. Obok kapitalistów, rejentów,