Strona:PL Bolesław Prus - Opowiadania wieczorne.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ruszyli noga za nogą,
W tym samym czasie Hoff szedł ku pałacowi ze swojego mieszkania. Dostrzegł jadących, poznał i przyśpieszył kroku, aby im drogę przeciąć.
Konie ruszyły cokolwiek prędzej, a Hoff zaczął biec. Zdjął nawet czapkę z głowy i dawał jakieś znaki...
Na nieszczęście, nikt go nie dostrzegł. Wandzia była zajęta swym kapeluszem, pan Klemens wnuczką, Gustaw końmi, a jego furman tem, aby się dobrze prezentować na koźle.
Konie ruszyły kłusa, i nim Hoff zdołał dosięgnąć przecięcia się dwóch ulic, powóz wyminął go.
— Państwo moi! państwo... — zawołał zrozpaczony starzec, machając czapką.
Nikt go nie słyszał.
— Ratunku! — jęknął. — Ratunku dla moich dzieci...
Poczem zmęczony, zadyszany, padł na kolana i wyciągnął ręce ku niebu.
Ale i niebo milczało.
Prawie w tej samej chwili pan Klemens zrobił uwagę Gustawowi, że wcześniej wracać muszą, ponieważ dziś wypada posiedzenie, na którem on i pan Antoni złożą raport o wynalazku Hoffa.


ROZDZIAŁ IX
W KTÓRYM PAN ZENON WYZWAŁ NA POJEDYNEK REJENTA,
A PAN MARSZAŁEK FAJTASZKO TWARDO ZASNĄŁ.


W Łazienkach przyjaciele nasi przepędzili czas bardzo wesoło. Obiegli łub objechali wszystkie główne aleje, nakarmili łabędzie piernikami, po drodze kupili bukiet z róż i wreszcie koło ósmej powrócili do amerykana.