Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/252

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    pasterz postępuje w sposób pełen mądrości, zezwalając przyszłym kapłanom, od czasu do czasu, stykać się z niedoskonałem życiem świeckiem. Kto pokusy przejdzie zwycięsko, może już być sługą ołtarza i pocieszycielem nas, biednych grzeszników.
    Kleryk zmieszał się, ale mecenas zwrócił się do panny Klęskiej:
    — Z niezwykłej piękności i harmonijnego głosu wnoszę, że mam zaszczyt rozmawiać z panną Klęską?... Artyzm — godna zazdrości karjera, byle nie zepsuło jej jakieś uboczne uczucie. — A ciszej dodał:
    Młode adeptki sztuki lubią sposobić się do przyszłych triumfów na najbliższem otoczeniu... Jest to praktyczne, o ile nie przynosi szkody innym...
    Wobec niespodzianej impertynencji panna Klęska oblała się szkarłatem i drgnęły jej usta. Obrażona spojrzała na mówiącego i odwróciła się.
    Mecenas pobłażliwie uśmiechnął się i zaczepił Łoskiego:
    — Miło mi poznać pana profesora — rzekł, podając mu rękę. — Zdaje mi się, że w wielu razach podzielam jego poglądy, choć jako doświadczeńszy, nie sądzę, aby się rychło i łatwo spełniły.
    Łoski spojrzał na niego wielkiemi oczyma.
    Obecni byli zdumieni rozmownością i eleganckiemi ruchami mecenasa, a najwięcej swobodą, z jaką zaczepiał osoby, których nie znał. Coprawda, znajdowała się tu sama młodzież.
    Teraz Permski zbliżył się do niego i wymienił swoje nazwisko.
    — Pan Permski? — powtórzył mecenas. — W Petersburgu miałem zaszczyt poznać się z wyższym oficerem żandarmerji tego nazwiska. Może krewny?
    — Eto moj stryj po waszemu — chmurnie odpowiedział Permski.
    — Czeka pana świetna karjera przy jego protekcji!...