Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bestja w Paryżu i zrobił takie popiersie mego dziada, że nieboszczyk zaczyna mi się w nocy pokazywać.
— Zato pan ma dwu rządców, nadleśnego, dyrektora browaru, chemika w cukrowni — wszystko pańscy stypendyści.
— Którzy uważają mnie za warjata...
— O, przepraszam — zawołał doktór — najwierniejsi przyjaciele pańscy, daliby się porąbać za pana!
— Fu! — syknął hrabia, kiedy doktór zaczął mu wycierać plecy. — Zdaje się, że w kręgosłupie odczułem jakiś punkt bolesny? Niech-no pan...
— Gdzie? co? tutaj?... Ani śladu bolesności — mówił lekarz, posuwając wielkie palce obu rąk wzdłuż kręgosłupa. — A co się tyczy straty stu rubli na rok, o których mówił pan hrabia, miałaby ona miejsce, gdyby pan wydał odrazu dwa tysiące rubli. Tymczasem, jeżeli w pierwszym roku każe pan hrabia wypłacić tylko czterysta rubli, to pozostałe tysiąc sześćset przyniosą osiemdziesiąt rubli procentu. W następnym roku zostanie tysiąc dwieście, które przyniosą skarbowi sześćdziesiąt rubli procentu.
— Pan doskonale umie rachować! — wtrącił markotny Kajetanowicz. — Pan powinien być ministrem skarbu, a przynajmniej bankierem. Jeżeli wydam pieniądze, to nie będę miał strat, tylko zyski; w pierwszym roku osiemdziesiąt, w drugim... jak pan to powiedział?... Pyszna farsa! Wie pan, że zaczynam się przekonywać do pańskich kombinacyj. To zupełnie coś nowego!
— A jakby się panna Zofja ucieszyła!
— Panie doktorze, prosiłem o usunięcie panny Zofji z naszych rozmów. I gdybym nawet coś zrobił, o czem w tej chwili wątpię, to najuprzejmiej będę prosił o niewspominanie o tem nikomu.
— Że pan hrabia da stypendjum chłopcu na dalsze kształcenie się? Taka rzecz nie może zostać w tajemnicy — wtrącił lekarz, czując, że sprawa jest wygrana.