Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I zaczął mu brzuch ugniatać.
— Dobrze, ale jeszcze słóweczko... Mój złociutki!...
— Ani słówka o chorobach. Niechże pan choć przez kwadrans o nich nie myśli.
— O czemże będę myślał nieszczęśliwy?
— Choćby o tej brunetce.
— O brunetce w takim negliżu? Za kogoż mnie doktór uważa? Myśleć o młodej i pięknej damie podczas masowania, bez koszuli!
— Tak? No, więc dam hrabiemu zajmujący i arcy-zdrowy temat do medytacyj.
— Bardzo będę wdzięczny. Gdybyżem ja umiał kierować myślami i nie zajmować się moim ciężkim stanem!
— Znowu? Niechże hrabia posłucha — mówił doktór, wciąż masując pacjenta, który pogwizdywał i wyprawiał rozkoszne miny.
— Słucham, słucham z uwagą. Może naprawdę zaabsorbuje mnie jakaś nowa idea.
Doktór zaczął wycierać mu piersi.
— Jest tu — mówił — bardzo zdolny chłopiec stajenny, którego miejscowe panienki nauczyły czytać, pisać, a nawet tak przygotowały go, że zdałby egzamin z czterech klas.
— Fiu!... aj! oj! oj! — syknął hrabia.
— No, co tam złego? — spytał doktór.
— Czuję kłucie... kłucie w okolicach kieszeni.
— Tu nie chodzi o kieszeń.
— Doprawdy? — ucieszył się Kajetanowicz. — W takim razie słucham dalszego ciągu.
— Chłopak jest uczciwie ambitny i chciałby zostać nauczycielem wiejskim a może i lekarzem.
— Nie odwołując się, naturalnie, do pomocy egoistycznych bogaczów? — wtrącił hrabia.
— Ależ naturalnie, że mu to nigdy nie przyszło do głowy.