Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie. Prawda, że nie śpieszyłem się z przyjęciem święceń większych, nie jestem jeszcze subdjakonem, ale tylko dlatego, ażeby mocniej utwierdzić się w wierze, lepiej nawyknąć do obowiązków. Wstępowałem do seminarjum dla celów społecznych, stopniowo jednak nauczyłem się cenić wartość modlitwy, ćwiczeń duchownych i — przywiązałem się do przyszłego zawodu... Wreszcie, mówiono mi, że z moim głosem i zdolnościami mogę zostać znakomitym kaznodzieją. Pycha, bracie!...
Podolak przerwał i westchnął.
— Dopiero ostatnie czasy poczęły wytrącać mnie z równowagi. Nie wspomniałem ci, że Domejko i tych wakacyj mieszka u dziekana. Odwiedzałem go kilka razy; on był u mnie tylko raz, kiedyście to obaj ze Stasiem pojechali na cały dzień do miasta. Domejko posiedział tu parę godzin, chmurny i jakby rozgniewany przypatrywał się towarzystwu, a wyjeżdżając, powiedział, że, jego zdaniem, pobyt w Klejnocie nie jest właściwy dla człowieka, który chce zostać kapłanem.
— „Za dużo bab — mówił, siadając na bryczkę — za dużo swobodnych rozmów... Tu prawie żartują sobie z Pana Boga... Panny kuszą, a gospodarz wygląda na niedowiarka.“
— To jakiś dziwak! — wtrącił Łoski. — Gdzie on tu widział panny, zajmujące się kuszeniem?... Może panna Paulina trochę...
Podolak drgnął i przerwał niecierpliwie:
— Wy, ludzie świeccy, zanadto jesteście oswojeni z temi rzeczami, więc nawet zatraciliście wrażliwość na nie. Ale człowiek obserwujący, a szczególniej — ostrzeżony o sposobach szatana, wie, że każda chwila w życiu kobiety jest kuszeniem. Kusi jej uśmiech i łzy, rozmowa i milczenie, ruch i spojrzenia, a nawet zapachy i szelesty jej odzieży.
— Więc chyba i ty doznałeś na sobie mocy ich sideł?...
— Nie! — stanowczo odpowiedział kleryk, wyrzucając ręką. — My jesteśmy ostrzeżeni o niebezpieczeństwach. My