Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że dwanaście tysięcy rubli, na jakiś tam procent; ale od pewnego czasu chce wycofać swoje pieniądze. Otóż ciocia (Ach, jakie to przykre!) mówi, że zwróci jej kapitał, ale naprzód — bez zaległych procentów (nie wiem, czy jakie zalegają?), a powtóre... z potrąceniem dwu tysięcy rubli, także nie wiem za co... No i pani Komorowska, z płaczem, zgodziła się na ten układ. A choć jestem pewna, że tatuś później, pocichu, zwróci pieniądze, lecz dziś nie wiem, cobym dała, ażeby ciocia nie robiła podobnej propozycji.
— Kiedy odbiorę te trochę pieniędzy, które podobno należały się memu ojcu... — zaczął Józef, lecz nagle przerwał. Pani Dorohuska zbliżała się do nich uroczystym krokiem, w towarzystwie Podolaka, kończąc zaczęty frazes:
— Nie, proszę pana, miłość nie może być uczuciem grzesznem, choćby się nawet za taką przedstawiała pospólstwu.
Przy tych słowach ciotki Zosia spojrzała przelotnie na Trawińskiego, jakby obrażona. Poszli we czworo do ogrodnika, pani Dorohuska obejrzała i kazała do kaplicy przynieść wybrane kwiaty, ale Zosia, w stosunku do Józefa, pozostała wciąż chłodną.
— Co ja jej zrobiłem? — myślał zdesperowany chłopak. — Czy rozgniewała ją wzmianka o tych nieszczęsnych pieniądzach?... Bo przecież nie może mieć do mnie pretensji za to, co jej ciotka mówi o miłości. Zresztą staruszka mówi prawdę: miłość nie jest grzechem.
Przed wieczorem Józef spotkał na dziedzińcu Zosię w towarzystwie panny Sobolewskiej i Łoskiego.
— Aha! dobrze, że pana widzę — zawołała Zosia, wysuwając się parę kroków naprzód, do Józefa. Nauczycielka nie przeszkadzała jej, zajęta żywą rozmową z Łoskim.
— Czego pan tak uciekł dziś z alei? — mówiła dalej. — A my poszliśmy do kapliczki, ubraliśmy ją kwiatami. Jutro z rana będzie tam bardzo piękne nabożeństwo.