Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


uderzyła do głowy; jego towarzysze milczeli zakłopotani, nawet Staś Turzyński spoważniał.
— Z tego się pokazuje — wybełkotał Pomorski — że kolega musisz się nauczyć strzelać!
W pół godziny Stasiowi znudziło się strzelanie, więc zabrał Andrzeja i pobiegł z nim nad rzekę, do łódek. Pomorski zaś począł wykładać Józefowi tajemnicę sztuki strzelania.
— Naprzód — mówił — dobrze obejmij kolega rękojeść pistoletu... Teraz załóż głęboko palec za cyngiel... Teraz celuj, posuwając pistolet zwolna, od dołu wgórę. A kiedy musza wejdzie w obwód tarczy, nie szarp cyngla, niech cię Pan Bóg broni! ale naciskaj go delikatnie. Wogóle wykonywaj pistoletem i palcem taki ruch, jakbyś pisał... O!...
Rzeczywiście tym razem Józef trafił w tarczę, lecz ponieważ ogarnęła go wielka radość, więc za następnym strzałem znowu chybił. Później jednak, gdy ochłonął i zaczął stosować się do rad Pomorskiego, na dziesięć strzałów ani jedna kula nie wyszła za obręb tarczy, a nawet trzy uderzyły blisko centrum.
— Ot widzisz! — bełkotał Pomorski. — W kwadrans nauczyłeś się strzelać, ale po drugim kwadransie zapomnisz, jeżeli nie będziesz się ciągle wprawiał.
Od tej pory jedną z najmilszych rozrywek Józefa było strzelanie z pistoletu.
W czasie obiadu Józef, mimo roztargnienia, spostrzegł, że pani Komorowska ma zaczerwienione oczy, a Radcewicz jest pochmurny. Sędzia Turzyński był zadumany i prawie nie odrywał oczu od talerza. Zato pani Dorohuska ożywiła się. Wesoło rozmawiała z Łoskim, ostentacyjnie odwracała się od Permskiego i od czasu do czasu spoglądała melancholijnie na Podolaka, który mało jadł i wyglądał na zakłopotanego.
W oczach panny Klęskiej połyskiwał gniew, Sobolewska była smutna i milczała.
Wogóle obiad był przykry; na szczęście prędko się skoń-