Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


biercy i wogóle tak zwani dorobkiewicze, w których miłość pieniędzy pochłonęła wszelkie inne uczucia.
— Dziękuję, że nie zaliczył pan do nich właścicieli ziemskich.
— Ci nie gromadzą pieniędzy, tylko wydają — mruknął Permski.
— Więc i arystokracji nie znosi pan?
— Chroń Boże! Ja tylko nie rozumiem jej pożytku.
Panna Krystyna i trzy panienki powstały z krzeseł, ukłoniły się i cicho wyszły. Józefowi jakby ciężar padł na serce.
— Jakiż pożytek jest z kwiatów? diamentów? — szepnął Byvataky. — Tylko idealny!
— Ale życie nie jest idealne — odparł Permski.
— Właśnie chciałem na to zwrócić uwagę — mówił nieco ośmielony Byvataky — że życie nie jest idealne. A może to i szkoda. Jakieś ideały trzeba mieć, a tymczasem ludzkość jest ich pozbawiona.
— A religijne ideały? — zapytał Podolak. — Kochać bliźnich, nie przywiązywać się do dóbr ziemskich...
Pani Dorohuska uśmiechnęła się do kleryka i lekko skinęła głową.
— Gdyby tak wszystko sprowadzać do natychmiastowej korzyści — bełkotał Pomorski — musielibyśmy i uczonych usunąć.
— Uczeni tworzą naukę, z której czasem powstają wynalazki. Początkowe badania, naprzykład, nad elektrycznością wyglądały na zabawkę uczonych, a dziś przynoszą rezultaty praktyczne — rzekł Permski. — Zresztą ja się na tem nie znam.
— Za wiele skromności! — odezwał się Turzyński. — Pan Permski — zwrócił się do Dorohuskiej — pomimo stosunkowo młodego wieku, należy do największych erudytów, jakich spotykałem. Można powiedzieć, że ten człowiek wszystko czytał.