Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dbałą o honor rodu Turzyńskich. Przyjazd jej nie pozostanie bez wpływu na proces z Nieznanym...
Łoski stanął i ujął się lewą ręką za brodę.
— Czy nie będę niedyskretnym, gdybym zapytał panią, kto jest ten pan Nieznany i jakie może mieć prawa do dziedzictwa po świętej pamięci Władysławie Turzyńskim?
Komorowskiej drgnęły usta. Obejrzała się po alejach, potem wpatrzyła się w Łoskiego, wreszcie rzekła:
— Panu powiem, nawet wszystko, co mi jest wiadome, ponieważ mam pewność, że z pańskich ust nikt nie dowie się szczegółów, niezbyt pochlebnych dla rodziny...
Łoski podniósł rękę dogóry.
— Tak — mówiła dalej. — Pierwej jednak niech mnie pan raczy oświecić, kim jest ten... ten Permski i jakim sposobem siedzi w Klejnocie? Bo zapewne wie pan, co ten człowiek apostołuje?
— Permski — rzekł Łoski — jest to skończony prawnik, kuzyn dyrektora gimnazjum, do którego chodzi Staś. Zaś pan Turzyński zaprosił Permskiego na wakacje, ażeby Stasia uczył rosyjskiego, ponieważ chłopak może za rok nie dostać patentu.
— O tem wiem i to rozumiem. Ale niech mi pan wytłomaczy, skąd pochodzi tolerancja Turzyńskiego dla wybryków pana Permskiego?... Bo przecie ten młody prawnik poprostu buntuje naszą służbę i sąsiednich włościan?
— Proszę pani, Permski jest niewątpliwie uczciwym człowiekiem; ma wprawdzie bardzo krańcowe poglądy, ale nie kryje się z niemi nawet przed panem Turzyńskim. Zaś pan Turzyński wręcz lekceważy jego propagandę... Mówi, że to samo oddawna głoszą różni anarchiści zagranicą, nie wywołując żadnych zaburzeń, więc i u nas ich nie wzbudzą... Co pani chce, pan Turzyński sądzi, że rody arystokratyczne to świętość, na którą nikt nie ośmieli się podnieść ręki. Kupcy —