Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A Walenty, swoją drogą, jest arystokrata! — dodał Permski.
— Ale bo co może zrobić taki dziadowód, co o dziesięć kroków śmierdzi chlewem — upierał się stangret.
Permski pomyślał, potem wydobył z kieszeni portmonetkę, z niej garstkę drobnych i, dając Szczepankowi, rzekł:
— Masz tu, bracie, rubla na wydatki. Ale nie marnuj pieniędzy na głupstwa. A za kilka dni da ci ten pan — mówił, wskazując na Trawińskiego — parę sztuk bielizny, jakie buciny, kapotę i czapkę. Walenty ma rację, że niepięknie wyglądasz. No, a teraz bywaj zdrów i pamiętaj, że jeżeli ty podobny jesteś do Dantesa, to socjaliści będą twoim Farią...
Podał pastuchowi rękę na pożegnanie, to samo zrobił Trawiński i obaj pieszo zwrócili się w stronę dworku Wodnickich. Walenty splunął, wsiadł na kozioł i zwolna pojechał za nimi.
— Cóż wy, kolego, tak milczycie? — zapytał nagle Permski Józefa. — Ja już płuca wygadałem, a wy ani słówka, jakbyście mieli knebel w ustach. Przecie chyba nie jesteś stronnikiem wyzyskiwaczy?
— Cóż znowu! — odparł Józef, otrząsając się. — Tylko... usłyszałem dziś tyle rzeczy nowych, że jakoś nie mogę się połapać.
— Więc pytaj. Na wszystko odpowiem.
— Hum... Czy mi się zdaje, czy daliście do zrozumienia, że cała nasza szlachta ma być wyrżnięta?...
— Cha! cha! — zaśmiał się Permski. — Anim myślał, że dojdziesz do takiego wniosku, słuchając mnie!... Na co wyrzynać? kto ma wyrzynać?... Z tym, co przeciw nam wystąpi jako wróg, ceremonij robić nie będziemy. Ale kto chętnie czy niechętnie, wszystko jedno, podda się nowemu porządkowi, temu wprawdzie zabierzemy nieruchomości, czyli ziemię, domy, budynki, fabryki, ale zapłacimy papierami, które będą miały wartość pieniędzy, tylko nie będą przynosiły procentów... Nie bój się o nich!... Pierwsze pokolenie kapitalistów