Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i demoralizator, musi i ma prawo dużo, dużo wydawać pieniędzy, gdyż posiada tak zwany tytuł własności.
Własność!... Przecież ja wiem, jak się tworzy „własność“ w naszej matuszce Rosji. Idzie się, dajmy na to, w stepy kirgiskie, albo między góry kaukaskie, zabiera się najlepsze kawałki ziemi, pod pozorem niby kupna, płaci się, dajmy, trzy ruble za dziesięcinę, spisuje się protokół i szabasz! Potem do nowego dziedzica odwieczni posiadacze ziemi idą na parobków i pracują jak bydło pociągowe. On za to daje im ruble, a sobie zagarnia tysiące. Ot i jest własność! — mówił, otaczając się kłębami dymu.
Wodnicka zatkała uszy.
— Straszne rzeczy opowiada pan! — rzekła. — U nas niema takiej własności.
— Naprawdę? — zapytał Permski. — A konfiskat nigdy u was nie było? A niech pani przypomni sobie, jak to, po trzecim rozbiorze Polski, Prusacy rozdawali dobra, niegdyś koronne, swoim wojskowym i czynownikom, kanaljom z pod ciemnej gwiazdy. Ot i utworzyła się nowa własność!
— Ale obywatelstwo polskie rodowite nie w taki sposób...
— Co pani mówi! — przerwał Permski. — Przecie to żaden sekret, że klasa wojownicza polska, czyli szlachta, odebrała rolnikom naprzód ziemię, a potem i wolność osobistą. Drugiemi słowami, i u was własność bogatych a mocnych urodziła się z krwawej krzywdy ubogich i słabych. Im zaś kto był zuchwalszy rabuś czy sprytniejszy lichwiarz i procesowicz, tem złupił większy majątek, a jego potomkowie cieszyli się u rodaków większem uszanowaniem.
Wodnicka była głęboko wzburzona; drżała ze wzruszenia.
— Nie może być, ażeby taki dobry człowiek, jak pan, wierzył w coś podobnego. Jakie szczęście, że nasi chłopcy tego nie słyszą!
— Pani ma prawdę — odparł niemniej podrażniony Permski. — Ja jestem dobry dla takich jak wy, jak Trawiń-