Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Cha! cha! cha! — roześmiał się Permski — więc ja będę radził, w jaki sposób wy powinnibyście ratować waszą księżniczkę?... Lepiej odpowiem, choć niedokładnie, słowami Demostenesa. Obywatele ateńscy! cieszycie się niby dzieci, ile razy wobec was jaki mówca gromi Macedończyków, nazywając ich, słusznie zresztą, zaborcami, wiarołomcami, tyranami. Ocknijcie się! Przecież nie o to chodzi, że wy macie słuszność i że wy jesteście krzywdzeni, ale o to, ażebyście nie dali się więcej krzywdzić, a niesprawiedliwość, gwałt odparli siłą. Więc, zamiast narzekać i rozprawiać, zbierajcie wojska, broń, żywność...
— Za pozwoleniem — przerwał Łoski, podnosząc rękę do góry. — Wszystkie ładunki wystrzelane, więc broni jakbyśmy nie mieli, żywność także zjedzona. Że zaś w dodatku zanosi się na deszcz, przeto proponuję, ażebyśmy wracali do domu.
— Niech pan da spokój! — szepnął Trawiński do Permskiego, ciągnąc go za brzeg jedwabnej kurtki. — Niema tu z kim rozmawiać.
— Widzę ja to i nie pierwszy raz! — odpowiedział tym samym tonem Dymitr. — Ale można było dostrzec, że nagłe odezwanie się Łoskiego sprawiło mu przykrość.
— My wracamy do domu, ale cóż zrobi pan Trawiński? — rzekła panna Zofja, rumieniąc się. — Może byłby łaskaw pojechać z nami, a wieczorem odesłalibyśmy go do domu.
— Józia ja odprowadzę przez las, a stamtąd już sam trafi — odezwał się Łoski.
Zrobił się zgiełk. Panienki wołały, że nie pozwolą męczyć się profesorowi. Permski i Pomorski ofiarowali Trawińskiemu swoje towarzystwo. Rozstrzygnęła spór panna Krystyna, proponując, ażeby Łoski odwiózł Józefa koniem gajowego i sam powrócił nim do Klejnotu. Obecni uznali pomysł za praktyczny, panna Zofja posmutniała.
W chwilę później Antek pobiegł do gajowego, ażeby zaprzągł konia. A ponieważ niebo chmurzyło się coraz gęściej,