Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/048

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Staś, co ty pleciesz? — zawołał Pomorski.
— Plotę?... Dobrze!... Więc zapytaj mego starego, mego nieboszczyka stryja, a zresztą choćby pana Bywatakyego ojca, coby oni myśleli o konkurach — naprzykład — Walka do panien z towarzystwa?
— Czy i wy nie zgadzacie się na równouprawnienie Antków i Walków? — szepnął Permski do Trawińskiego.
— Cóż znowu?... przecie to główne siły! — odpowiedział z ogniem Józef.
Permski uścisnął mu rękę.
— Zapamiętajcie, co mówię: Antek i Walek to nasze zasadnicze siły. Ale wyraz Antek znaczy: wszecheuropejski proletarjat, a Walek — rosyjską rewolucję. Pojmujecie?
— Jakżeby nie!
— I godzicie się?
— Najzupełniej! — odszepnął Trawiński. — Z nimi niema niepodobieństw!
— O czem tak panowie radzą? — zapytał Łoski.
— Wciągam pańskiego ucznia do spisku nihilistów — roześmiał się Permski.
— Figlarz z pana! — odpowiedział tym samym tonem Łoski. I odszedł do panienek.
— Zabawny, co? — zapytał Permski Trawińskiego.
— Anioł dobroci, najszlachetniejszy człowiek! — odparł Józef.
— Anioł z rzadkiego ciasta — szepnął Permski. — Z nim ani słowa o naszych poglądach. Rozumiecie?
— Naturalnie. On strasznieby się martwił — odpowiedział Józef.
— Przepraszam, panie Permski, ale ja nie widzę odpowiedzi na pańską zagadkę — odezwał się Podolak. — Jakąś księżniczkę, którą wszyscy mamy obowiązek kochać, więzi okrutny smok, może ją nawet dręczy. Dobrze, lecz cóż dalej?... w jaki sposób radzi ją pan wydobyć?...