Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ale na to nie było pieniędzy. Z powodu braku kolei trzeba było rudę żelazną sprowadzać wozami, co stanowczo paraliżowało dalszy rozwój. Uzdolnionych robotników wciąż brakło, akcjonarjusze zaś nie chcieli, czy nie mogli założyć przy fabryce ani szkoły, ani kasy emerytalnej, co niewątpliwie wpłynęłoby na zwiększenie i ulepszenie materjału pracującego.
Nie dość na tem. Spracowawszy się w fabryce, Stefan poza jej obrębem nie znajdował dla siebie przyjemności, ani towarzystwa. Do Warszawy na dłuższy czas wyjechać nie mógł, bo któżby go na miejscu zastąpił. Urzędnicy fabryki nietylko nie dorównywali mu wykształceniem, ale jeszcze pędzili życie w sposób dla niego niesmaczny, grając w karty, albo pijąc liche piwo w brudnych i dusznych restauracyjkach.
Z mężczyznami więc Żarski wdawał się mało, a z kobietami jeszcze mniej, pomimo że miał lat trzydzieści kilka.
Gdy go pytano, dlaczego unika kobiet, odpowiadał sarkastycznie:
— Ja nie rozumiem tutejszych kobiet, nie umiem się z niemi rozmówić. One biegle rozprawiają tylko albo o swoich sługach, albo o wadach i śmiesznościach swoich przyjaciółek, albo o jakiejś niebiańskiej miłości, która mnie nudzi.
I ulegając podszeptom niechęci, Stefan drwił z kobiet niemiłosiernie:
— Po moim przyjeździe tutaj — mówił — składam im wizyty. Wchodzę do pani dyrektorowej, pani dyrektorowa gra na fortepianie. Wchodzę do pani buchalterowej — pani buchalterowa również gra na fortepianie. Pani sekretarzowa nie gra wprawdzie na fortepianie, ale zato po całych dniach robi dla siebie koronki i suknie, których długie ogony więcej kurzu wzniecają w naszej osadzie, aniżeli wszystkie wozy z węglem. Zaś pani żona korespondenta stara się bawić mnie francuszczyzną, która, mówiąc nawiasem, znajduje się w stanie opłakanym.