Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zakładów wyższych i fachowych, — przemysł i rzemiosła były w pogardzie, — urządzeń społecznych brakło. We wszystkich warstwach nagromadzały się siły niezajęte, uczucia niezaspokojone, umysły niedojrzałe.
Jako fizyk rozumiałem, że siły te zużyć się muszą. Ale ponieważ nie znałem sposobu owego zużycia, więc — strach mnie przejmował. W chwilach rozstroju ogarniały mnie przeczucia jakiejś katastrofy, która pochłonąć mogła szczęście moje i rodziny.
W pięć lat po objęciu przeze mnie posady nauczycielskiej, Janek wrócił z zagranicy i otrzymał miejsce naczelnego inżyniera w fabryce machin i narzędzi rolniczych. Dotychczas mieszkaliśmy w środku miasta; dla Janka przenieśliśmy się w okolicę dalszą, do domu, leżącego o kilkadziesiąt kroków od zakładu. Z naszych okien widać było dziedziniec fabryki. Głos dzwonka budził nas, a szmery, łoskoty i gwizdania machin niepokoiły przez cały dzień. Później przywykliśmy do hałasu, a gdy w niedzielę wszystko ucichło, czuliśmy jakiś brak.
Na działalność brata patrzyłem zbliska; mogłem więc ocenić jego pracę i moralną wartość.
Janek służył w fabryce niecałe dwa lata. Kiedy tam wszedł, dziedziniec zawalały stare kotły, zardzewiałe żelastwa, połamane obręcze, gnijące rusztowania. Istny Pociejów. Mechanizmy wykonawcze były zużyte i niedokładne. — Robotnicy źle płatni, wyglądali nędznie, obdarto i wolny czas przepędzali w szynkowniach.
Smutno było patrzeć, jak, w dzień dwutygodniowych wypłat, cisnął się do bram fabryki tłum szynkarzy i sklepikarzy. Na wychodzącego z kasy robotnika rzucało się po kilku wierzycieli. Każdy wołał o pieniądze i nieledwie sięgał do kieszeni. Nim rzemieślnik przestąpił próg fabryki, już z dwutygodniowego zarobku nie zostało mu nic, albo niewiele.
Wyroby fabryki były drogie, nietrwałe i wykonywane według przedpotopowych modeli.