Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nych. I w chwili, kiedy miałem przebyć najpiękniejszą część toru, kiedym wytężył siły, a los przypiął mi jakby skrzydła, wówczas — na mojej drodze stanęły dwa groby i trzy sieroty.
Miałem do wyboru albo — rozbić się, albo — stratować zaklęcia ojca, pamięć matki, przyszłość rodzeństwa i własne serce.
Rozbiłem się.
Wpadłem w gorączkę. Przez kilka dni nie jadłem, nie spałem, nawet nie rozbierałem się i nie wychodziłem z pokoju. Rozsądek opuścił mnie, ustępując miejsca — ekstazie, w jakiej Dante zwiedzał trzy zaświatowe królestwa. Zdawało się, że duch mój rozszerzył się jak widnokrąg i że w tej niezmierności toczyły walkę wszystkie instynkta ludzkie. Miłość, pycha, egoizm, obowiązek, nałogi, wspomnienia, żal, wiadomości naukowe wszystko to mieszało się, popychało, żarło, przybierając symboliczne kształty i sprawiając mi niewymowną boleść.
Nie rozumowałem, tylkom widział i czuł.
Marzyło mi się, że ze świata drobnej szlachty, chłopów, wyrobników, kobiet z grubemi rękoma i obdartych dzieci, wyrosła góra, której szczyt ginął w obłokach.
Biedacy drżeli z zimna, wydrapywali rękoma chleb z ziemi, zabijali się o każdy kąsek. Sen ich był krótki i twardy, czuwanie wypełnione pracą. Modlili się do słońca i padali na twarz przed piorunem. Wielogłowa natura patrzyła na nich jednem tylko obliczem, które było groźne i martwe.
W tej ciżbie siedziałem ja i cała moja rodzina. Zatopieni w ubóstwie, kiedy niekiedy słyszeliśmy odgłosy radości, płynące ze szczytu góry. Ktoś mi powiedział, że tam jest Olimp i mieszkają bogowie.
Nagle siła jakaś porwała nas i rzuciła do stóp góry, wypychając mnie naprzód. A kiedym zrobił pierwszy krok, ojciec kazał mi zrobić drugi, ja zaś zrobiłem jeszcze dwa kroki i —