Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


była sypialnia rodziców. Około jedynastej usłyszałem tam cichą rozmowę.
— Wiesz, Kaziu! — odezwała się matka. — Mnie się zdaje, że Wicuś nie mówi już pacierza klęczący...
— Ja żadnego nie mówiłem, kiedym był w wojsku — odparł ojciec.
Długie milczenie. Na pobliskim gościńcu słychać było turkot przejeżdżającej bryczki.
— A co ty myślisz, Kaziu, o tych fabrykach i nadziejach Wicusia? — mówiła matka. — Mnie czegoś strach ogarnia. Wicusiowi, kiedy rozpowiadał o tem, aż oczy świeciły z radości. Widać on nieborak pragnąłby mieć dużo pieniędzy, a nie wie o tem, jak trudno wejść bogaczowi do Królestwa Niebieskiego...
— Kto zgadnie, co z tego jeszcze będzie?... — odparł ojciec. — Cieszy się zwyczajnie jak młody.
— Ale my powinniśmy go reflektować — rzekła matka.
— At!... — mruknął ojciec. — Tyle jego szczęścia, ile sobie rachuje na dzień jutrzejszy. Co my go mamy dręczyć perswazjami, kiedy to zrobi świat prędzej czy później. Każdy młody myśli, że będzie Bóg wie czem. Ja przysiągłbym, że zostanę chorążym, a nie zostałem nawet podoficerem. Jakób Dąbrowski mówił, że będzie jenerałem, a Wąsowicz chwalił się, że awansuje na króla, jak zabraknie kandydatów...
Starsi młodym nie wytłomaczą nic. Dopiero świat ich przekonywa!
Knot świecy pokrył się grzybem, wielkości orzecha. Zdmuchnąłem światło.
Więc z mojej sławy, dochodów i stanowiska, ma być to, co z jeneralstwa Dąbrowskiego i korony Wąsowicza?...
Nie. Zbyt wiele czuję w sobie sił, abym nie złamał przeszkód, jakie mi świat postawi!
Swoją drogą podsłuchana mimowoli rozmowa utkwiła mi w sercu jak gwóźdź. Odtąd za słońcem mojej wiary w siebie,