Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łeś pan doktorów, jak morowego powietrza i — słusznie!... My nic nie wiemy, chyba to jedno, że Żydzi są największe łajdaki. Mam racją, czy nie mam racji?...
Wlepił we mnie latające oczki i wziął za puls.
— Musisz profesor — mówił dalej — mieć lichy apetyt, sen djabła wart, w nocy pocisz się, kaszlesz, a może i trochę krwią plujesz?... Wyobraź pan sobie, jak te łajdaki szachrują...
Pochylił mnie na szezlongu, osłuchując płuca i serce.
— Właśnie dziś byłem u jednego, który ma sklep z mosiądzem i galopujące suchoty. Wierzy osioł jak w talmud w to, że mogę mu przedłużyć życie, ale swoją drogą, gdym wszedł, trzymał on już w jednej ręce rubla, a w drugiej — pół rubla na honorarjum... Zapisałem mu dwie recepty i spostrzegłem, że chce mi dać rubla. Ale później rozmyślił się i bojąc się, ażebym go nie zbeształ, dał dla mnie pół rubla, w niezawodne ręce swojej małżonki.
Doktór siadł przy biurku i opowiadał dalej, pisząc receptę.
— Wyobraź sobie, profesor, że stara czarownica, z tego półrubla ukradła dziesiątkę i oddała trzy złote zięciowi. Ten kajdaniarz ukradł znowu dziesiątkę i wręczył mi — dwa złote groszy dwadzieścia... Gdyby rodzina szanownego pacjenta była liczniejsza, możebym nie dostał nic, a może — musiałbym dołożyć. Masz profesor Żydów, oni tacy zawsze!...
Podał mi receptę i zaczął informować.
— Musisz profesor brać te proszki, porzucić lekcje i położyć się do łóżka. Za parę dni będę u pana, a wtedy zobaczymy, co dalej robić.
— Za pozwoleniem! — odezwałem się. — Doktór wie, że ja utrzymuję się z lekcyj, a mam ledwie czterysta rubli oszczędności. Otóż chciałbym wiedzieć, czy moje środki pozwolą na długi wypoczynek...
Doktór zamyślił się.
— A ileż profesor wydajesz dziennie na życie?... — spytał.
— Rubla.