Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


staje nad gościem i mruczy) Wiedziałem, że będę musiał zagałuszyć podleca... Mów pacierz, psubracie!
Gość (przestraszony.) Jakże to! ty, ksiądz, chcesz zgubić duszę chrześcijańską?
O. Maciuś. Dam ci rozgrzeszenie. Absolvo te in nomine... (Uderza go toporkiem w głowę.)
Cela VI-a. Zakonnik (mówi do pana cywilnego) Odnowiliśmy klasztor, jak należy, mamy pyszne organy, nowe żyrandole, Mękę Pańską. Trzebaby jeszcze kupić olbrzymi gramofon, ażeby pielgrzymom w dziedzińcu śpiewał pieśni nabożne i prawił kazania.
O. Serafin (wbiegając, woła) Okradli!... okradli obraz cudowny!...
Zakonnik. Ale złodziej padł trupem?
O. Serafin. Gdzież tam!
Zakonnik. Więc go sparaliżowało?
O. Serafin. Wcale nie.
Zakonnik. Cud oczywisty, dla podniesienia jeszcze wyżej klasztoru!... Będziemy mieli dwie olbrzymie uroczystości: jedną dla przebłagania za kradzież, drugą dla przyodziania świętego obrazu w nową sukienkę.
(Słychać stłumiony krzyk: Ratunku!... morduje!)
Pan cywilny (przerażony) Coś się stało?...
Zakonnik. To pewnie djabeł odprawia zwykłe harce... A może jaki opętany krzyczy pod kaplicą. (Do O. Serafina.) Trzeba jutro znowu poświęcić korytarze, bo szatan zanadto bryka.
(Kurant na wieży wydzwania hymn: „Kto się w opiekę poda Panu swemu“.)

(Akt II. Rynek wielkiego miasta — tłum ludzi. Nikomu nieznani mówcy przemawiają z dorożek, platform, stosów kamieni.)
Mówca. Słuchaj mnie, biedny ludu, i zastanów się nad