Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cieństwach najbardziej odznaczali się koloniści z Poznańskiego, zwani ostmarkierami, więc wyjęto ich z pod opieki prawa. Każdy ostmarkier, schwytany poza granicą swojej prowincji, jeżeli nie mógł wytłomaczyć się, skąd i poco przybywa — skazywany był na śmierć bez sądu.

W lustrze czarodziejskiem na dłuższą chwilę zrobiło się ciemno. Miler wyprostował się i spojrzawszy na Indusa, zapytał:
— Więc to tak musi być, czy tylko może być?...
— Twoja interwencja zmieni bieg wypadków — odpowiedział Ahamkara. — Nie zmieni tylko zasadniczego prawa.
— Jakież ono?...
— Ci, którzy sieją kąkol, nie zbiorą pszenicy, lecz kąkol — odpowiedział Indus. — Ze złego rodzi się tylko złe...
— A czy mogę zobaczyć przyszłość naszą, polską?... — zapytał Miler.
— Owszem, patrz...

Miler znowu ustawił cudowne zwierciadełko, które tym razem przez długi czas było ciemne i nawet nie odbijało lampek elektrycznych, ani ścian gabinetu. Już odwracał głowę, ażeby zapytać Indusa, co to znaczy... gdy ujrzał w polu widzenia jasny punkcik, który szybko rosnął, a niebawem zamienił się w obraz. Był tam rozległy plac, otoczony gmachami w stylu wystawowym. Na placu tłoczyła się ciżba ludu i wznosiły się wielkie maszty, ozdobione chorągwiami w barwach polskich i angielskich. Na chorągwiach i girlandach były napisy: „Stulecie odrodzenia Polski 1908 — 2008.“
Odbył się jakiś pochód z towarzyszeniem śpiewów i doskonałej orkiestry, wieńczono jakiś pomnik... Wreszcie na balkonie największego gmachu ukazała się tuba, skąd wypłynął