Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Kochany Fitulski, taką masz dla mnie szczęśliwą rękę, że jestem zdecydowany…
„Wydać córkę za ciebie…“ pomyślałem, bliski omdlenia z rozkoszy.
— Że jestem zdecydowany — ciągnął rejent — poradzić się u twego lekarza. To musi być naprawdę wielki człowiek, skoro ciebie w jeden dzień wyleczył, i musi być uczciwy, skoro ty tak dobrze mówisz o nim…
Bez dalszych przygód zajechaliśmy do mieszkania. W sieni oddałem rower stróżowi, a następnie wprowadziłem mego przyszłego teścia na drugie piętro z taką ceremonją jak księdza w czasie procesji. Rejent bardzo był zadowolony z oznak czci, jakiemi go otaczałem, a gdy weszliśmy do mieszkania — staruszek stanął w progu i parę razy gwizdnął:
— Fiuuu?… Posadzka froterowana… dywan… portjery… Fiu!… pianino… a jaka szeroka sofa… Kochany Fitulski, czy ja ci tu nie będę przeszkadzał?…
Pytanie tak mnie zmieszało, że doprawdy nie wiedziałem co odpowiedzieć. Szczęściem weszła Rózia. Rejent gwizdnął jeszcze raz: fiuuu! co mnie znowu zmieszało. Więc dla przecięcia niemiłej sytuacji, kazałem zrobić kotlety cielęce z groszkiem, przynieść marynowanych zakąsek i podać herbatę.
Po saloniku, rejent obejrzał mój pokój sypialny, odczytał tytuły książek w bibljotece i wciąż pogwizdywał. Ale gdy przed kolacją znalazła się stara śliwowica, a po kolacji kieliszek niezłego węgrzyna, staruszek rozłożył ręce i rzekł:
— Mój drogi… ja nie wiem, czy w Warszawie znalazłbym drugiego tak porządnego chłopaka jak ty…
Zarumieniłem się i od niechcenia dodałem, że jego łaskawą opinję podziela jeszcze parę osób, a nadewszystko nasz kasjer główny.
— Lubi mnie — dodałem, spuszczając oczy — lubi mnie za to, że co miesiąc odkładam pięćdziesiąt do sześćdziesięciu