Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


prawi, nawet parasol i zegarek… Z pieniędzy także nic nie weźmie… dziesięć rubli można przy nim zostawić i nie tknie… Ale kiedy psie ścierwo zobaczy obcążki, dłótko, pilnik… nie wytrzyma i musi ukraść, choć wie, że łajdactwo zawsze się wyda i że nie ominie go basarunek!…
Z kuchni dochodziły coraz głośniej spazmatyczne krzyki damy. Postanowiłem darować zapłaconą herbatę i jechać dalej. Ukłoniłem się więc gospodarzowi, a chłopcu podałem złotówkę, mówiąc:
— Za to, żeś pilnował roweru…
Ale zuchwały wyrostek przeszył mnie pałającemi oczyma i — rzucił na ziemię złotówkę!…
Ponieważ w tej chwili wybiegła z kuchni zamorusana dziewczyna, więc jej ofiarowałem odrzuconą monetę, a sam, pchając przed sobą rower, zacząłem przedzierać się przez tłum jarmarkujący.
Już nie uważałem na to, co się dzieje, ale rozmyślałem, co mnie przed chwilą spotkało. Kobieta dystyngowana, imieniem Elodja — restauratorką… chłopiec niewątpliwie genjalny i ambitny — kradnie!… Ale nie wszystko kradnie, tylko narzędzia ślusarskie… No i ten restaurator — zazdrosny o zmarłych, jak mówiła jego małżonka — także nietuzinkowy człowiek; posiada głębokie uczucia moralne, któremi, nie wiem, czy mogłaby pochwalić się wytworna dama… Dziwna plątanina wypadków i charakterów!…
Dama znowu, niezbyt młoda i niezbyt piękna, miała jednak w sobie coś interesującego… Podobać się mogła i doprawdy żałuję, że w tak grubjański sposób zerwały się nasze stosunki.
Pogrążony w myślach, znalazłem się wśród takiej ciżby, że — ani w prawo, ani w lewo… Przede mną — stragan czapnika, za mną nieprzebity tłum — z jednej strony zagrodziła mi przejście kasztanowata krowa, z drugiej…
Przecieram oczy… Nie, to nie złudzenie… Widzę stary po-