Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzystwie cyklistów? Niedarmo jedna z jej przyjaciółek, blada i wiotka panna Cecylja, przezywała mnie prozą, jeżdżącą na rowerze…
A Karolina?… Czy ona winna, że na lekcjach buchalterji, zamiast wzdychać do niej, myślałem tylko o rachunkach?… Albo w ostatnich czasach, kiedy już postanowiłem ożenić się, czy widywałem ją jak najczęściej, czy mówiłem o wiekuistem przywiązaniu, czy przepisałem dla niej choć aby jeden wierszyk jakiego modnego poety?… Odwiedzałem ją parę razy na miesiąc, ale więcej troszczyłem się o oszczędzenie stu pięćdziesięciu rubli, aniżeli o zdobycie jej wzajemności.
Ale poco to wszystko: wystarczy jeden fakt dla dowiedzenia, że nie miałem rozumu. Jak mogłem, jak śmiałem, ja, proletarjusz z dwoma nędznemi tysiącami rubli pensji, uwielbiać kobietę, o którą starał się człowiek, mający dwadzieścia tysięcy rubli rocznie, a obok tego kapitały?
A czy nie powinienem spalić się ze wstydu, że w chwili, kiedy za Karoliną szalał dyrektor kopalni, kiedy na przedślubne wydatki złożył u jej stóp sześć tysięcy rubli, ja, nędzny buchalter, targowałem się z samym sobą, czy jej dać dwa tysiące, czy tylko tysiąc rubli na wyprawę.
I czemże jest zawód, jaki mnie spotkał, czem cierpienia, jakich od ośmiu dni doznaję, wobec zaniedbań, nietaktów, a nawet gburostwa, jakie spełniam dawniej niż od pół roku?… I to ja śmiem wyobrażać sobie, że do mego skromnego mieszkania wejdzie kiedy jaka wyższa, jaka uczuciowa kobieta, że zagra na tem pianinie, że usiądzie na tej sofie? O głupcze! powinienbyś uważać się za szczęśliwego, gdyby odwiedziła cię nie jakaś wielka dama, ale pokojówka albo przyzwoitsza kucharka…
Tymczasem noc zapadła, a ja znalazłem się w łóżku, nie wiedząc, kiedy się rozebrałem, ani ile czasu upłynęło na marzeniach. Czułem tylko wielkie podniecenie nerwowe, skórę miałem rozpaloną, oddech prędki, a w głowie, w piersiach, na-