Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


potrzeba nowych wskazówek. Dwutygodniowy urlop… wyjazdy rowerem za miasto… nie męczenie się… zresztą — ciepła kąpiel… Oto rady, które panu i za tydzień powtórzę. Ażeby zaś nie trapiły pana złe myśli, niech pan ciągle coś obserwuje: ludzi, domy, sprzęty i niech pan ciągle zdaje sobie sprawę z tego, na co patrzy. W taki sposób, pomiędzy sobą i swojemi przywidzeniami, rozciągnie pan niby siatkę z wrażeń realnych, od których odbiją się widziadła.
Pożegnałem kochanego doktora i wybiegłem na ulicę, jakby mi skrzydła wyrosły. A więc będę zdrów!… Coto znaczy: będę? ja już jestem zdrów, już czuję, że będę spał… Byle wziąć urlop, wyjechać rowerem za miasto, a dla odpędzenia myśli o niewdzięcznej Karolinie i jej mężu, zmuszać się do obserwowania ludzi, kamienic, dam… Chociaż nie jestem pewny, czy doktór mówił o damach?…


IV.


Przepisany system leczenia tak mi się podobał, że tego samego dnia, około szóstej, poszedłem do dyrektora banku prosić o urlop. Czułem, że nie mógłbym pracować ani godziny dłużej.
Nasz dyrektor był to człowiek ogromny, trzymający się nieco pochyło. Miał siwe włosy nastroszone jak lwia grzywa i ministerjalne faworyty; gdy zamyślił się nad bankowemi interesami, podnosił oczy dogóry i zasłaniał ręką usta, przyczem niekiedy szeptał:
— A to łajdaki!…
Miał też oryginalną opinję o podwładnych urzędnikach:
— Nasz Polak — mawiał nieraz — może być wszystkiem, czem tylko zechce: muzykiem, malarzem, poetą, może tańczyć całą noc, a rano zdobyć Sommo-Sierrę; ale kupcem ani przemysłowcem nie będzie nigdy. Prędko fatyguje się milczeniem,