Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tysięcy par butów rocznie i zalać niemi cały Wschód... Dopiero, zdobywszy w parę lat majątek, chciał spłacić teścia i już za swoje wyłącznie pieniądze budować potrzebne gmachy z łaźniami, szpitalami, mieszkaniami i tym podobnemi czynnikami postępu.
Niebawem jednak okazał się dotkliwy brak pieniędzy, sześć tysięcy rubli pękły jak bańka mydlana, sprawunki zaś nawet w połowie załatwione nie były. Cóż tu robić?... Reformator myślał, myślał — aż wkońcu trafił na nowy projekt genjalny.
Znał on pewnego pana Sylberszmita, który stosownie do miejsca pobytu nazywał się: Bogumiłem Sylberszmitem albo Gotliebem Sylberszmitem, albo Borysem Mordkowiczem Sylberszmitowym, jak było potrzeba. Obywatel ten wszędzie odznaczał się liberalnemi poglądami, Anastazemu zaś imponował głównie wielką miłością dla kraju. Do niego więc udał się reformator o pożyczkę.
Pan Bogumił Sylberszmit wysłuchał projektów entuzjasty, obejrzał jego warsztaty, parę machin już sprowadzonych i rzekł:
— Ja widzę, żeś pan wielki człowiek. Ja panu pożyczę dla zreformowania szewców dwa tysiące rubli... na ruchomości warsztatowe. A robię to (daję panu słowo honoru!) przez patrjotyzm, bo ja do tej pory wspierałem wyłącznie sztuki piękne, a z szewcami gadałem przez okno...
Tym sposobem Koński ubił dwa interesy.
Naprzód dostał pieniędzy, a powtóre skierował jednego starozakonnego do udziału w pracy produkcyjnej.
Dylski także oglądał warsztaty, jedno chwalił, drugie ganił, trzecie podziwiał, ale — pieniędzy nie dodawał.
Nagle spytał Anastazego:
— Mój drogi, a czy ty sam potrafisz szyć buty?
Reformator zmieszał się.
— To jest... teoretycznie... posiadam głęboką i wszechstronną znajomość przedmiotu...