Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


patrz się wszystkiemu co żyje: drzewu, człowiekowi, państwu wreszcie, wszystko zaczyna od małego, a zczasem dopiero, gdy mu siły i okoliczności sprzyjają, wyrasta na olbrzyma. Cóż chcesz zrobić więcej?
— Szkołę dla dorosłych.
— Mogą się uczyć w warsztacie, jeżeli zechcą. Cóż więcej?
— Zaprowadzę kasę oszczędności, kasę pożyczkową, tantjemy, mieszkania wspólne, zakup produktów spożywczych po cenie zniżonej...
Dylski patrzył mu w oczy tak dziwnie, że Anastazy zmieszał się.
— Czy panu się nie podobają te rzeczy? — spytał przyszłego teścia.
— Owszem, są one bardzo piękne.
— Więc dlaczego waha się pan i mnie zniechęca?
— Słuchaj — rzekł stary. — Cobyś ty powiedział o człowieku, który wziąwszy do ręki pestkę z jabłka, upewniałby cię, że ta pestka w jednej chwili wyda pień, gałęzie, liście, kwiaty i owoce?... Powiedziałbyś, że to warjat. Otóż rzemiosła nasze są pestką, z której przy pomyślnych warunkach i przy długiej a usilnej pracy wyrosną kiedyś i kasy pożyczkowe i szkoły dla dorosłych i tantjemy i wszystko co chcesz, ale dopiero — kiedyś. Jeżeli jednak ty obiecujesz mi zrobić to w ciągu roku — toś warjat!... Masz sześć tysięcy rubli, czyń swoje i przekonaj mnie, że się mylę, ale tymczasem bywaj zdrów... Nie dam nic więcej.
Uwagi te dla ambicji Anastazego stały się nowym bodźcem. Na ten raz porzucił on projekt wybudowania fabryki, ale zresztą wszystko postanowił wykonać. Wynajął tedy ogromny lokal na warsztaty, drugi podobny dla siebie i przyszłej żony na mieszkanie, zamówił mnóstwo robotników i zażądał z zagranicy machin, począwszy od tej, która strugała sztyfty, wycinała podeszwy, aż do tej, która szyła buty. Przy pomocy tak potężnych środków miał zamiar wyrabiać po sto