Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


(znowu przy bańce maślaczu z obrączką) i opowiedziawszy mu po raz setny swój projekt, zapytał:
— Jak sądzisz, czy mi się to uda?
— Jestem pewny!... niezawodnie!... Zresztą ja ci pomogę — odparł niestrudzony dziennikarz.
Nazajutrz cała Europa czytać mogła „wzmiankę“ tej treści:

„Z przyjemnością notujemy pocieszający fakt:
„Jeden z naszych znajomych przemysłowców (nie wymieniamy nazwiska z pobudek do zrozumienia łatwych) ma zamiar w tych dniach przystąpić do wykonania planu (proszeni jesteśmy o unikanie bliższych określeń) który wielki przyniesie pożytek ogółowi, twórcę zaś nieśmiertelną sławą okryje.“

Przeczytawszy to, pan Anastazy ostrzygł sobie włosy przy samej skórze, kupił tuzin kolorowych koszul i odpowiednią ilość mankietów z ceraty. Potem wybiegł do miasta.


II.

PAN ANASTAZY JAKO MŁODY CZŁOWIEK INTELIGENTNY
WSTĘPUJE DO SZEWCA I SKUTECZNIE PRACUJE
NAD OBUDZENIEM WYŻSZYCH POTRZEB W KOLEGACH SWOICH.


Do warsztatu pana Onufrego Pocięgla, z profesji szewca, wszedł młody, krótko ostrzyżony blondyn, z twarzą tak rozumną i pańskiemi ruchami, że Pocięgiel, podejrzewając w nim hrabiego, który kupi co najmniej parę lakierowanych butów ze sztylpami, ukłonił mu się do samej ziemi.
— Pan Pocięgiel? — zapytał młodzian.
— Ja, panie! — odparł szewc nader stanowczo.
— Pocięglowicz... nie żaden Pocięgiel! — krzyknął gniewny głos kobiety z drugiego pokoju. — Jużeś przecie nie czeladnik i masz swoją kamienicę!