Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jestem gotów — rzekł do niej — możemy zacząć.
W sali szmer spotęgował się. Osoby chciwe wrażeń z pośpiechem zaczęły zajmować miejsca, grupa zaś panów różnego wieku i wzrostu, pod dowództwem gospodarza, wyniosła się do dalszych pokojów, gdzie były stoliki do kart. Na środku sali został tylko magnetyzer i medjum, napróżno usiłujące utrzymać binokle na nosie, tudzież pewien młody człowiek nieśmiały, który, nie wiedząc, gdzie się podziać i co począć z rękoma, tak żywo manewrował swoim szapoklakiem, że nagle otworzył go, robiąc wielki łoskot. Wzbudziło to ogólną, choć pełną dyskrecji wesołość, co doreszty zmieszało młodego człowieka. Cofając się ze środka sali, przysiadł na kolanach znakomitemu kompozytorowi, i wkońcu umieściwszy się za krzesłem swego osobistego nieprzyjaciela, rzekł — do całkiem nieznanej damy, że oddawna pragnął przepędzić wieczór w jej miłem towarzystwie. Dama zlękła się, osobisty nieprzyjaciel szyderczo patrzył na sufit, a młody człowiek nieśmiały zapragnął odebrać sobie życie.
We drzwiach, korzystając z ogólnego ruchu, dwaj bywalcy rozmawiali półgłosem:
— Nie wiesz, co jest na kolacją?
— Owszem, mówił mi kredencerz, że będzie łosoś, zwierzyna, bażanty i lody.
Ktoś, zboku, uśmiechnął się; ażeby dać mu naukę, pierwszy pan odezwał się już głośniej:
— Bo widzisz, jeżeli my przychodzimy do takich dudków, to mamy prawo żądać przynajmniej dobrej kolacji.
W tej chwili przecisnęła się między nimi gospodyni; bywalcy powitali ją z protekcjonalną życzliwością, ona zaś, mocno zarumieniwszy się, rzekła w przelocie:
— Magnetyzer jest bardzo zajmujący. N’est-ce pas?
— Cudowna kobieta — szepnął bywalec, który rozmawiał z kredencerzem, sądząc, że tym sposobem najłatwiej przywróci chwilowo naruszoną harmonją z gospodynią.